Jak to się zaczęło
W 2014 roku, po kolejnym wyczerpującym projekcie w korporacji, postanowiłem wziąć tydzień wolnego. Zamiast lecieć na Bali czy do Barcelony, wsiadłem w samochód i pojechałem na Podlasie. Bez planu, bez rezerwacji.
Trafiłem do małej wsi pod Hajnówką. Gospodyni przyjęła mnie jak dawno niewidzianego krewnego. Przez tydzień jadłem domowe pierogi, spacerowałem po Puszczy Białowieskiej i rozmawiałem wieczorami przy herbatę. Wróciwszy do Warszawy, byłem innym człowiekiem.
Znajomi zaczęli pytać o to miejsce. Potem o kolejne. Zacząłem jeździć po Polsce i odkrywać wsie, które oferowały to samo, co ja znalazłem na Podlasiu – autentyczność, spokój i prawdziwą gościnność.